W ostatni dzień roboczy przed Narodowym Świętem Niepodległości, odśpiewaliśmy cztery zwrotki „Mazurka Dąbrowskiego”. W tym roku był to czwartek, 10 listopada. Tym sposobem włączyliśmy się do wspólnego świętowania kolejnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Podczas śpiewania hymnu nasi uczniowie wykazali się wzorową postawą. Z należytą powagą, odświętnie ubrani i dumni, że mogą żyć jako wolni obywatele oddali cześć bohaterstwu, waleczności i męstwu przodków, dzięki którym Polska po 123 latach niewoli wróciła na mapę Europy.

 

Nasza szkoła bierze udział w akcji LIDL SZKOŁY pełne TALENTÓW. Akcja rozpocznie się 5.09.2022 r., polega na przekazywaniu Talenciaków (specjalnych kuponów) na rzecz szkoły. Talenciaki będą odbierać klienci sieci Lidl w zamian za dokonywane zakupy. Talenciaki będą wydawane w okresie trwania akcji we wszystkich sklepach stacjonarnych Lidl za każde 50 złotych wydane na zakupy zawierające minimun jeden owoc lub warzywo. Talenciaki będzie można przekazać  wirtualnie poprzez stronę: Szkoła Podstawowa Nr 391, wykorzystując kod numeryczny lub skanując z nich unikalny kod QR i przypisać je do naszej szkoły. Można również przekazać Talenciaki w tradycyjnej formie, wrzucając je do pudełka umieszczonego przy wejściu do szkoły. Zgromadzone w ten sposób Talenciaki będziemy mogli wymieniać na atrakcyjne wyposażenie szkolne. Dodatkowo, każdy zarejestrowany Talenciak to los w Wielkiej Szkolnej Loterii, gdzie wygrać można m. in. kompletnie wyposażoną salę komputerową czy roboty edukacyjne.

Szczegóły akcji znajdują się na stronie www.lidl.pl/szkoly

Klienci będą mogli otrzymać Talenciaki za zakupy w sklepach Lidl od 5.09.2022 do 13.11.2022.

Liczymy na Talenciaki dla naszej szkoły!!!

szkoly pelne talentow logo akcji lidl

W tym roku szkolnym Halloweenowy kiermasz słodkości zorganizowały klasy ósme. W czwartek 27 października szkolne korytarze wypełnił zapach ciast, ciasteczek i innych smakołyków. W atmosferze święta Halloween wszyscy uczniowie zaangażowali się w zbiórkę pieniędzy na ratowanie małej Zosi. Dziewczynka choruje na SMA. Nie została objęta refundacją terapii genowej. Potrzebuje najdroższego leku świata. Dzięki zaangażowaniu uczniów całej szkoły udało się zebrać 2100 zł.

Bardzo dziękujemy wszystkim. którzy przygotowali słodkości jak i tym którzy je kupili.

Na szkolną wycieczkę do Wrocławia wyjechaliśmy z Warszawy o 7.30. W centrum Wrocławia byliśmy tuż przed południem. Pogoda nam dopisała, niebo było błękitne, choć było nieco chłodno, bo temperatura w najcieplejszym momencie dnia nie przekroczyła 15 stopni. Ale nie ma co narzekać - mogliśmy trafić dużo gorzej. Najważniejsze, że nie padało.

Spacer po Starym Mieście rozpoczęliśmy przy parkingu koło Panoramy Racławickiej. Przeszliśmy standardową trasą dla większości wycieczek, podziwiając po drodze najważniejsze atrakcje wrocławskiej Starówki. Dla dzieci największą atrakcję stanowiły oczywiście wrocławskie krasnale. Gdy tylko jakiegoś wypatrzyły, to od razu do niego biegli na sesje zdjęciową. Nasza pani przewodnik mogła wtedy tylko spokojnie czakać aż wszyscy skończą robić zdjęcia i dopiero wtedy mogła kontynuować swoje opowieści. Wówczas miała szansę, że przynajmniej kilkanaście osób jej będzie słuchać.

Na godzinę 15.30 mieliśmy zarezerwowane wejście do Panoramy Racławickiej. Jest to jedna z najchętniej odwiedzanych atrakcji we Wrocławiu. Jest ważnym punktem wycieczek po mieście nie tylko turystów, lecz także przywódców państw. Panorama Racławicka ma długość 114 metrów i wysokość 15 metrów. Za jej autorów uważa się lwowskich malarzy – Jana Stykę i Wojciecha Kossaka, chociaż grono artystów pracujących przy tym projekcie było większe. Autorom pomysłu zależało głównie na upamiętnieniu tradycji narodowych w 100. rocznicę insurekcji kościuszkowskiej – bitwy stoczonej 4 kwietnia 1794 roku pod Racławicami przez wojska powstańcze (z udziałem słynnych kosynierów) pod wodzą generała Tadeusza Kościuszki (1746–1817) z wojskami rosyjskimi dowodzonymi przez generała Aleksandra Tormasowa.

„Krzepiąca serca” bitwa racławicka miała dla będącego wówczas w niewoli narodu niezwykłe znaczenie. Dlatego organizowana w roku 1894 we Lwowie Powszechna Wystawa Krajowa była dobrą okazją do realizacji projektu Styki. Specjalnie tkane płótno zakupiono w Brukseli, żelazną konstrukcję rotundy projektu Ludwika Ramułta – w Wiedniu. Budynek rotundy, usytuowanej w Parku Stryjskim we Lwowie gotowy był w lipcu 1893 roku. Olbrzymie panoramowe dzieło powstało w ciągu zaledwie 9 miesięcy, między sierpniem 1893 a majem 1894 roku. Uroczyste otwarcie Panoramy Racławickiej nastąpiło 5 czerwca 1894 roku. Od początku cieszyła się niesłabnącym zainteresowaniem widzów i od razu stała się głównym magnesem przyciągającym do Lwowa rzesze turystów. Wojenne i późniejsze losy Panoramy Racławickiej okazały się burzliwe. Obraz przeżył bombardowanie, wieloletnią egzystencję z trutką na szczury w naprędce skleconej drewnianej skrzyni, a po wojnie wraz z częścią zbiorów Ossolineum trafił do Wrocławia. Od lat 80. monumentalny obraz prezentowany jest w specjalnie wybudowanej dla niego rotundzie w parku Słowackiego.

Po obejrzeniu tego wspaniałego dzieła kontynuowaliśmy zwiedzanie Wrocławia. Pozostał nam dzisiaj do zobaczenia już tylko Ostrów Tumski. Ostrów Tumski powstał na obszarze przepraw na Odrze, pomiędzy ujściem rzek - Oławy na południu, Ślęzy i Widawy na północy. Rzeka, rozgałęziając się na liczne odnogi utworzyła tu wyspy. Jak mówią legendy, to właśnie z Ostrowa Tumskiego wywodzi się cały współczesny Wrocław. Dzisiaj już nie wszyscy wiedzą, że przez setki lat Ostrów Tumski funkcjonował jako wyspa. Dopiero w 1824 roku, dzięki zasypaniu jednej z odnóg Odry stał się częścią stałego lądu. Do najpiękniejszych zabytków Ostrowa Tumskiego z pewnością należy zaliczyć gotycką katedrę św. Jana Chrzciciela oraz kościół Świętego Krzyża. Jednym z najbardziej romantycznych miejsc Ostrowa Tumskiego jest Most Tumski zwany również Mostem Zakochanych. za sprawą znajdujących się na nim dawniej kłódek z imionami, które od lat były wieszane przez pary. Tradycja wyglądała tak, że zauroczeni sobą narzeczeni wrzucali klucze do Odry i wierzyli, że przesąd ten pozwoli im na długoletnie szczęście. Ze względu na konstrukcję Mostu, wieszanie kłódek jest już niestety zabronione. Most mierzy ponad 52 metry, a jego szerokość to przeszło 6 metrów. Każdego wieczoru latarnik zapala na Moście Tumskim aż 91 latarni gazowych. Dzięki temu most wygląda niczym żywcem wyjęty z przepięknej baśni. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na spacer. Zwłaszcza dla zakochanych.

Około godziny 17.30 weszliśmy do restauracji i zjedliśmy zamówiony wcześniej obiad. Po obiedzie były jeszcze krótkie zakupy w Żabce i potem udaliśmy sie już do hotelu IBIS, koło stadionu piłkarskiego Śląska Wrocław, w którym będziemy mieli nocleg.

W piątek rano najpierw zjedliśmy bardzo dobre śniadanie w hotelu. Niektórzy nasi uczniowie zapewne pierwszy raz mieli okazję jeść śniadanie w "normalnym" hotelu, w związku z czym musieli przejść przyspieszony kurs zasad obowiązujących w hotelowej restauracji. Szybka nauka ustawiania się w kolejce, samodzielnej obsługi ekspresu do kawy i herbaty oraz umiejętność brania "tyle żeby dało się zjeść", a nie tyle „ile oczy zjedzą” przyda im się na pewno podczas ich kolejnych podróży...

A po śniadaniu spakowaliśmy walizki i udaliśmy się do Wrocławskiego ZOO. To największy ogród zoologiczny w Polsce. Żyje tu ponad 12 tysięcy zwierząt reprezentujących 1100 gatunków – większość z nich jest na wyginięciu. Wizyta w ZOO to obowiązkowy punkt prawie każdego pobytu we Wrocławiu. Na spacer po ZOO należy zaplanować co najmniej 3‑4 godziny. W tym czasie mamy szansę poznać oryginalne zwierzęta ze wszystkich kontynentów świata, w tym tak rzadkie, jak myszojelenie, czyli kanczyle filipińskie, okapi, manaty, bantengi, koziorożce syberyjskie, dzioborożce palawańskie, tygrys sumatrzański, pantery mgliste i śnieżne, nosorożce indyjskie, żółwie birmańskie czy kaczorki celebeskie.

Od 8 lat największą atrakcją wrocławskiego ZOO jest Afrykarium. Jest to oceanarium z olbrzymim kompleksem basenów, akwariów i wybiegów dla zwierząt. W warunkach zbliżonych do naturalnych zamieszkują tam ryby, gady, ssaki, a nawet owady. Pomysłodawcą i autorem wszystkich założeń koncepcyjnych, a także samej nazwy AFRYKARIUM, powstałej z połączenia słów Afryka i Akwarium, jest Radosław Ratajszczak, prezes spółki ZOO Wrocław. Cały kompleks ma długość 160, szerokość – 54 i wysokość – 12-15 metrów, został wybudowany na działce o powierzchni prawie 1,9 hektara, a całkowita kubatura obiektu wynosi ponad 184 000 metrów sześciennych. Afrykarium podzielone jest na ekosystemy:

Morze Czerwone – wśród sztucznej rafy koralowej można podziwiać 60 gatunków kolorowych ryb, a na nadmorskiej plaży żółwie pustynne.

Afryka Wschodnia – w wielkich akwariach mieszka około 50 gatunków ryb z Wielkich Jezior Afrykańskich (Tanganiki i Malawi). W tej części Afrykarium zobaczymy także hipopotamy nilowe oraz zwierzęta zamieszkujące sawannę: mrówniki i antylopy dik-dik.

Kanał Mozambicki – największą atrakcją tej części kompleksu jest 18-metrowy szklany tunel. Olbrzymie wrażenie robią płaszczki przepływające nad głowami zwiedzających. To także okazja do stanięcia oko w oko z rekinem i żółwiem zielonym.

Wybrzeże Szkieletów – zewnętrzne baseny w Afrykarium zamieszkane przez pingwiny tońce oraz kotiki afrykańskie.

Dżungla nad rzeką Kongo – tu mieszkają krokodyle i manaty – wodne ssaki nazywane syrenami, a także tilapie i wiele kolorowych gatunków ptaków.

Zwiedzanie ZOO zajęło nam ponad 3 godziny. Spokojnie jednak moglibyśmy tam zostać jeszcze kolejne tyle i na pewno byłoby co oglądać. Jednak czas jest nieubłagalny i trzeba było już wracać. Po wyjściu z terenu ogrodu zoologicznego przeszliśmy jeszcze przez kładkę na drugą stronę ulicy, żeby z bliska zobaczyć znajdującą się tutaj Halę Stulecia, która wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Z oczywistych powodów nie zainteresowała ona jednak naszych uczniów tak bardzo jak zwierzęta w ZOO.

Po dojściu na parking i zajęciu miejsc w autokarze mogliśmy już rozpocząć nasz powrót do Warszawy. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na "obiad" w Burger Kingu. Pod szkołę dojechaliśmy punktualnie o godzinie 18.30, czyli tak, jak było to zaplanowane.

 

Wraz z klasami ósmymi wybraliśmy się ze szkoły na wycieczkę do Kazimierza Dolnego. Niebo od rana było bardzo zachmurzone, ale prognozy nie przewidywały opadów po przyjeździe na miejsce. Niestety jakieś 20 kilometrów przed celem naszej podróży rozpadało się na dobre. Momentami nawet lało. Zaczęliśmy się trochę obawiać o komfort naszej wycieczki. Gdy jednak nasz autokar zajechał pod pierwszy punkt na naszej trasie, czyli wąwóz Korzeniowy Dół, deszcz przestał padać i już do końca dnia mieliśmy idealną pogodę do zwiedzania.

Wspomniany wąwóz Korzeniowy Dół jest najczęściej odwiedzanym przez turystów kazimierskim wąwozem. Przebiega nim ścieżka dydaktyczna. Dno wąwozu – mimo dużego spadku – prawie nie jest rozcinane, gdyż na początku XXI wieku zabezpieczono je przed erozją preparatem epoksydowym. U podnóża zboczy leży materiał z obrywów, który nie jest rozprowadzany, gdyż wstrzymano tu ruch kołowy. W przebiegu wąwozu można wyróżnić trzy odcinki. W odcinku górnym zachowały się dwa wyjazdy na okoliczne pola. Najbardziej malowniczy jest około 200-metrowy, środkowy odcinek. Głębokość wąwozu wzrasta tu do 5-8 metrów. Krawędzie wąwozu porasta starodrzew dębowo-lipowo-grabowy. Możemy tu obserwować skutki destrukcyjnej działalności korzeni drzew, odspajających pakiety lessu. Miejscami korzenie zwisają ze ścian wąwozu, podpierają je niby kolumny lub osłaniają jak kraty. Ze zwisających pni do góry wyrastają konary. Ta naturalna „architektura”, do której nawiązuje nazwa wąwozu, jest wyjątkowo często fotografowana przez zwiedzających i dostarcza niezapomnianych wrażeń. Z kolei dolny odcinek wąwozu, o długości 100 metrów, tworzy zakręty w kształcie litery S. Ten najbardziej wilgotny – z powodu położenia i zacienienia – odcinek wąwozu, jest narażony na dziczenie i utratę charakteru głębocznicy po zaprzestaniu ruchu kołowego. Poniżej wylotu wąwozu uformował się rozległy stożek napływowy. I to właśnie na tym odcinku, zaraz po wejściu do wąwozu, mieliśmy okazję zobaczyć, dzięki temu że tuż przed naszm przyjazdem padał deszcz, jak woda drąży miękką skałę lessową i jak powstają okoliczne wąwozy. Nie obyło się również bez kilku upadków – niektórzy na własnej skórze przekonali się jak miękką i śliską skałą jest less w połączeniu z wodą.